O JASIENIU

Reportaż ten można by zacząć tak jak bajkę: "Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami chyba na końcu świata znajduje się pewna wioska, w której wiele dziwnych rzeczy wydaje się możliwych." Ale to byłaby nieprawda, bowiem wioska ta, wcale nie znajduje się ani za górami, ani za lasami, ani tym bardziej na końcu świata i tylko w pobliżu jednej niewielkiej rzeczki Czarnej Staszowskiej, choć wydaje się jakby wyjęta z zupełnie innego krajobrazu, a nie okolic lekko tylko pagórkowatych. Domy najczęściej z czerwonej cegły ukryte niemal wśród drzew nadają wiosce nieco tajemniczy klimat, a niewielki ruch samochodowy pozwala mieć wrażenie nieco sennej, zapomnianej miejscowości.

JASIEŃ
Jedziemy drogą na Daleszyce-Kielce. Kilkanaście kilometrów od centrum Staszowa, za Wolą Osową, po lewej stronie ulicy niewielki drogowskaz: Jasień. Skręcamy. Krajobraz zmienia się diametralnie. Teren zaczyna być wyżynny, po prawej stronie widzimy na wysokości naszych oczu, wierzchołki drzew, nieodparcie kojarzące się z górami, po lewej stromizna. Niemal wszędzie lasy, najczęściej prywatne. W krótkim czasie przejechaliśmy całą niewielką miejscowość. Dojechaliśmy do trasy prowadzącej do Chańczy. Zawróciliśmy. Teraz już zaczęliśmy szukać domu z numerem 30, gdzie mieszka pani Maria o smacznym nazwisku Piwosz. Dom pani sołtys znajduje jakby w drugiej linii domów, nie od samej ulicy, a znacznie wyżej. Jest bardzo stromo, więc nie jest łatwo wjechać. Zastanawiamy się jak to jest możliwe zimą, kiedy polna droga jest oblodzona. A przecież jeszcze wyżej są kolejne domy i sklep.
Wita nas ciepły, przytulny domek z czerwonej cegły, parterowy, z ogrodem. Na spotkanie wychodzi pani sołtys i zaprasza do środka. Już na pierwszy rzut oka pani Maria wydaje się bardzo energiczną kobietą. Od razu mówi jak to jest teraz, a jak było jeszcze przed wojną, o której opowiadała matka. Chce z jak najlepszej strony przedstawić swoją wieś, której sołtysem jest już drugą kadencję.

Czerkiesy, albo Cierkiesy
Jasień ma długą tradycję. Niegdyś miejscowość nazywano Czerkiesy, albo Cierkiesy nikt nie wie dlaczego. Nie wiadomo także jaki to ma związek z kaukaskim ludem zwanym Czerkiesami. Podobno, jak mówi miejscowa tradycja przyczyną nadania tej nazwy są góry, okalające Jasień niemal z każdej strony.
Przed II wojną światową w Jasieniu była cegielnia i organistówka w Kotuszowie. – Grubo przed wojną był taki człowiek na Jasieniu i robił cegłę z naszej gliny, teraz ten teren należy do Wspólnoty Wiejskiej. Po Radziwiłłach pani Iwańska wykupiła młyn, roszarnia – tam gdzie len się trzepało, tartak, a teraz czas swoje zrobił... młyn zamknęli, po tartaku śladu nie ma, tylko duży dół. Młyn przekształcili na prąd, a pięknie by szło na turbinę wodną, bo jest tam stara rzeka. Ten młyn był taki jak w Staszowie, ten sam typ budowy. To wszystko jest na przysiółku Wygoda. – cierpliwie tłumaczy nam pani Maria. – Kiedyś był we młynie szpital wojskowy, gdzie na młyńskim kole chowali się jeszcze przed powstaniem chyba Rosjanie – dodaje pani Agnieszka Rak matka Marii Piwosz.
Przed wojną w Jasieniu była szkoła, nieduża licząca cztery klasy. Szkołę zlikwidowano jeszcze przed wojną, a dzieci chodziły kilometr uczyć się do Woli Osowej i Kotuszowa. Była także świetlica, ale spaliła się jeszcze w latach 80. Teraz świetlica jest w prywatnym mieszkaniu p. Gwoździa, jest telewizor, są gry, wszystkie zebrania się tam organizuje, latem są nawet jakieś dyskoteki.
Atrakcją Jasienia jest także dziadek pani Marii Piwosz, który przed wojną pieszo poszedł z Warszawy do Krakowa na pogrzeb Józefa Pisłudskiego. – Za młodu był już wędrowiec – twierdzi pani Agnieszka o swoim wujku.
Wieś najbardziej ucierpiała w trakcie II wojny światowej. Zostało zaledwie trzy, może cztery domy. Przez Jasień przebiegała linia frontu. – Tu w Jasieniu była jedna wielka ruina. Cała wieś była wysiedlona. Najpierw miesiąc byliśmy w lesie. Potem przyszło ogłoszenie, żebyśmy poszli na Smerdynę, potem na Wiśniową Wólkę, a z Wólki do Czernicy i do domu; po pół roku – opowiada Agnieszka Rak. Jak wróciliśmy z lasu nie było nic. Część powyjeżdżała na Zachód. A tu trzeba było iść ukopać ziemniaków, tych przemarzniętych na polu, no i opłukać, oskrobać, utrzeć i ugotować takie prażuchy. Tym się żyło po wojnie do żniw – opowiada. – Prażuchy, to takie placki, porka. z przemarzniętych ziemniaków robiło się taką mąkę kartoflaną, którą mełło się w żarnach, zagniatało i piekło się placki na blasze – wyjaśnia nam.
Powojenny Jasień długo się odbudowywał. Część osób wyjechała na Zachód, część wróciła, reszta pozostała. Nie wszyscy po wojnie odnaleźli się. Brat pani Agnieszki wraz z ojcem Andrzeja Kruzla zostali już po wojnie zabrani z Ponika. Nie wrócili.
- Najlepiej wszystkim u nas było wtedy kiedy przyszedł Gierek. Była kontraktacja, chłop nie martwił się gdzie sprzedać zboże. Zakontraktował, zawiózł, zważyli, kwit wypisali, sprzedało się. Nawozów ile się chciało kupiło się. Dziś metr pszenicy to metr nawozu, a i to nie - wspomina dalej Agnieszka Rak.

Las, grzyby i ryby, czyli Jasień-Zdrój
Jasień ma dodatkowo trudniejszą sytuację niż większość miejscowości z gminy Staszów. Przede wszystkim to teren "górzysty". Większość to ziemie klasy VI i tzw. przez miejscowych rupeć, czyli ziemia zmieszana z kamieniami. Niejeden lemiesz został tu połamany na nich. A głębiej nie można orać, bo glina. Na polach są i duże kamienie. z jednego można niejednokrotnie uzyskać całą furę drobniejszych. Pani Maria z kamieni w ten sposób zebranych zrobiła część podłóg w gospodarstwie. Na tych ziemiach najczęściej sadzi się drzewa, dlatego jest tu tak dużo prywatnych lasów.
- U nas są lasy, grzyby i ryby – mówi pani Maria. – Każdy tu niemal rybak. W tej części rzeki Czarnej mieszkają bobry, są raki, szczeżuje i małże rzeczne. Tak czysta jest tu woda! W lesie można zawsze spotkać dziki i sarny.
No i oczywiście, skoro są górki, lasy, grzyby i ryby, bobry itd. nie może zabraknąć i źródełek.
Wielu mieszkańcom marzy się stworzenie na wzór Buska-Zdroju, Jasienia-Zdroju. - Źródła są, jest tyle pola popegeerowskiego, chyba z 50 ha na górze. Tam można zrobić sanatorium, uzdrowisko. Trzeba byłoby zbadać źródełka. Na miejscu są lasy, górki, pięknie, zdrowe powietrze – mówi pani Maria. – Każdy kto przyjdzie mówi, że jest tu cichusieńko. Przez wiele lat mieszkałam w Opolu, ale teraz bym się nie zamieniła.

Sami swoi
Wielkim zmartwieniem pani sołtys jest wciąż malejąca liczba mieszkańców. – U nas na wsi jest 150 mieszkańców z przysiółkami (Wygoda, Nowakówka). Niedużo. Dopiero latem jest u nas sezon. Więcej wówczas wczasowiczów niż nas samych – mówi zmartwiona p. Maria. – W domach jest po dwie osoby, po jednej: emerytka, czy rencista, gdzieniegdzie jest więcej. Najstarsza mieszkanka  ma 91 lat, dwie osoby po 90. i przeszło 80 lat. Około 30 osób przekroczyło już 70. Niechby coś się stało ze starymi to pół wsi nie ma. Chłopaków jest trochę, ale dziewczyn mało.
Około 8 domów stoi zupełnie pustych. Właściciele przyjeżdżają tu dopiero latem. Są więc wówczas mieszkańcy z Katowic, Krakowa, Sosnowca, Zawiercia, Łodzi, Warszawy i Gorzowa Wielkopolskiego, a także mieszkańcy domków letniskowych. Niby nie ma tu agroturystyki, ale wiele osób przyjeżdża tu, by odpocząć.

Generalnie mieszkańcy Jasienia żyją z pola. Niewiele, około cztery zaledwie osób pracuje gdzieś w zakładach. Jak na wielu innych wsiach najważniejsza jest renta, albo emerytura starszych członków rodzin, która ratuje niejeden budżet domowy. – Słyszała pani, że niedawno chłopaka z gimnazjum porżnęli żyletką? – pytają się. – W Staszowie ludzie boją się chodzić skrótami późnym wieczorem. U nas jest spokój. Pewnie, że jest grupka, która ma takie wyskokowe dni, ale pije kiedy ma pieniądze, jak nie to nie. Ale kraść nikt nie kradnie – zapewnia pani Maria.
W Jasieniu większość rodzin to rodowici mieszkańcy. Stąd bardzo charakterystyczne dla tego regionu nazwiska np. Rak, Puto, Nieduziaki, Marcinkowscy, rodzina Skrzypków, Sieragów, Zapartów.

Chluba Jasienia
Najbardziej, mieszkańcy szczycą się Golgotą Jasienia. Trzy drewniane wysokie krzyże ustawione na górze, górują nad całą okolicą. Pod górkami kręcony był ostatni odcinek "Czarnych chmur".
W przedostatnią niedzielę maja obywa się co roku droga krzyżowa - procesja pamięci tych wszystkich co tu polegli, na tym terenie, w czasie II wojny światowej. – Tutaj odbywa się majówka i procesja - tłumaczy pani Maria. - Stąd, spod trzech krzyży widać przy ładnej pogodzie Elektrownię w Połańcu, Chańczę, Góry Świętokrzyskie.
Drewniane krzyże zostały postawione 26 października 1994 r. Najwyższy krzyż ma około 14 metrów wysokości, dwa niższe około 9 m. Kiedyś były tu krzyże, tylko z innej strony, teraz mieszkańcy postanowili odnowić tradycję. - Pierwsze krzyże ufundował jeszcze przed wojną Kobryń. On chciał stworzyć tu na miejscu jakąś Golgotę. Poszedł do Popiela i ten zezwolił na ścięcie drzew. Chyba te ścięte dęby, wołami były wciągane, jeszcze przez mojego ojca - opowiada pni Maria Piwosz. - W czasie wojny, nie wiadomo czy Niemcy, czy Ruskie musieli ściąć. Dopiero nasz proboszcz Jerzy Sobczyk chciał to wszystko odbudować. Jak chodził po kolędzie pytał się każdego starszego jak to było. No i dzięki temu krzyże tu stoją. Pod nimi znajdują się wielkie głazy wapienne i piaskowce zniesione z pobliskich pól.
Z Jasieniem związana jest legenda jeszcze z czasów królowej Jadwigi. Podobno tędy szło wojsko królowej Jadwigi, które przegrało bitwę. z kim? Nie wiadomo. Mówi się jedynie, że gdzieś w tych okolicach zakopane zostało złoto, którego szuka wielu tzw. szperaczy. Do tej pory znajdują jedynie łuski, naboje, kule i granaty pochodzące z II wojny światowej.

Reportaż z Monitora Staszowskiego

 

 

Krótki opis Jasienia z przewodnika "Staszów i okolice"

Malowniczo położona wieś na krawędzi doliny Czarnej. Do wsi można dotrzeć skręcając w Woli Osowej (szosa Staszów-Raków) w lewo.
Charakterystycznym znakiem w krajobrazie wsi są trzy krzyże stojące na tzw. Kobryniowej Górze. Pierwsze dębowe krzyże zbudował w międzywojniu Ignacy Kobryń, który przeniósł się do Jasienia z okolic Częstochowy. Zniszczone w czasie II wojny światowej odbudowane zostały przez mieszkańców w latach 90-tych i uroczyście poświęcone w 1994r. Jasień ma źródła wody uchodzącej wśród mieszkańców za uzdrowiskową.
Walory krajobrazowe wsi (ładne położenie i przyjemne widoki, bliskość Czarnej i zalewu w Chańczy) skłaniają Jasień do pełnienia funkcji wsi agroturystycznej.

 

DLACZEGO WARTO ODWIEDZIĆ JASIEŃ

Przepięknie i malowniczo położona na skraju doliny rzeki Czarnej Staszowskiej mała wioska staje się coraz częściej postrzegana jako miejsce wypoczynku zmęczonych i zabieganych mieszkańców zatłoczonych aglomeracji. Wydmowe pagórki porośnięte kępami sosen i dzikiej róży pocięte urokliwymi wąwozami sąsiadują z biało połyskującymi wśród zieleni wychodniami skalnymi. W centrum osady wypływa z ujętego w cembrowinę źródła, strumień krystalicznie czystej wody by wić się cienkimi meandrami zmierzającymi do głównej rzecznej doliny. Białe wyraźnie zaznaczające się wychodnie skalne to wapienie litotamniowe zbudowane z różnej wielkości okrągławych glonów Litotamni. powstałych w okresie paleogenu, zwanego dawniej trzeciorzędem ( powstały około 60 milionów lat temu ). Lecz to nie one są największą geologiczną ciekawostką regionu. Tuż obok za rzeką w miejscowości Kotuszów w przydrożnej skarpie odsłaniają się najstarsze w Górach Świętokrzyskich skały. Są to słynne łupki kotuszowskie pochodzące z przełomu prekambru i kambru ( powstały około 570 milionów lat temu ). Nie ma w całej Świętokrzyskiej Krainie skał starszych, które można podziwiać na powierzchni ziemi. I to wszystko na wyciągnięcie ręki. Ziemia Jasieńska skrywa w swoim wnętrzu nie tylko skarby geologiczne. Piaszczyste wydmy ciągnące się po obu stronach rzeki były w przeszłości miejscem intensywnej penetracji archeologicznej. Znany poszukiwacz pradawnych kultur „archeolog na probostwie” ksiądz Stanisław Skurczyński znalazł w rejonie Jasienia, Kotuszowa i Korytnicy ślady neolitycznego osadnictwa. Zebrane krzemienne narzędzia i fragmenty ozdób zgromadzone były na zamienioną w bogate muzeum archeologiczne, plebanię w miejscowości Gnojno leżącą przy trasie Szydłów – Chmielnik. Ciekawostką o której również warto wspomnieć jest występowanie w naszym rejonie drewna skrzemieniałego. Znaleziska skamieniałych fragmentów drewna śledzą się w bardzo wyraźnym pasie ciągnącym się od Włoszczowic poprzez Chmielnik, Zrecze, Korytnicę, Jasień, Wolę Osową aż po Osiek.
tekst: Jerzy Jędrychowski

 

ZALEW CHAŃCZA

Zalew Zalew powstał przez zalanie fragmentu doliny rzeki Czarnej wraz z przylegającymi łąkami, pastwiskami i kilkoma zabudowaniami. Tereny były miejscami zakrzaczone i porośnięte lasem. Krzewy i drzewa wycięto, zostawiając jednak pnie. Budowle (młyn, mostek, nasyp drogowy) częściowo rozebrano i wyburzono, ich pozostałości, pokryte w większości osadem rzecznym znajdują się na dnie jeziora. Dno zalewu jest przez to zróżnicowane, pełne wypłyceń i głębi. Przeważnie piaszczyste, z wyjątkiem rozlewisk w okolicach Rakowa. Po obfitych opadach pojawiają się osady naniesione przez zasilające rzeki i strumienie. Został oddany do użytku w 1982r.
Powierzchnia lustra wody to 340 ha. Maksymalna pojemność zbiornika wynosi 40 mln. m3 wody. Głębokość (poza okresami suszy i powodzi) waha się od 11 metrów w pobliżu tamy do poniżej 3 metrów w północnych krańcach.
Północne krańce zalewu porastają rośliny wynurzone, między innymi trzcina i pałka wodna. Na większości płycizn, których głębokość nie przekracza 2 m można spotkać roślinność podwodną. Przeważnie łagodne i suche brzegi porośnięte są lasem sosnowym, dzięki czemu panują dobre warunki do biwakowania. Zorganizowany jest szereg płatnych pól namiotowych z dostawą wody pitnej i wywozem śmieci.
Zalew spełnia istotną rolę rekreacyjną dla okolicznej ludności, daje możliwość kąpieli, pływania rowerem wodnym, kajakiem czy łódką oraz uprawiania windsurfingu i wędkarstwa.

 
IV Świętokrzyski Piknik Jurajski Kulinarne Dziedzictwo